U nas w Auschwitzu… - streszczenie




III

Kursy sanitarne odwlekają się z powodu opóźnienia przyjazdu flegerów - sanitariuszy z innych obozów. Kierownikiem kursów jest Adolf, człowiek niewielkiego wzrostu, przekonany o szlachetności misji, jaką ma realizować wraz z podwładnymi. Wygłasza do nich wzniosłe przemówienia o obniżaniu śmiertelności obozu, podnoszeniu jego zdrowotności, umniejszaniu cierpienia. Do więźniów zwraca się koledzy, lecz „nie zna proporcji między rzeczami i zjawiskami", co znaczy, że w obozie wartość słów jest inna niż na wolności, mniej rzeczywista. W czasie wolnym Tadek wraz z kolegami: Witkiem i Staszkiem włóczą się po obozie. Staszek wyszykuje dawnych znajomych, którym kiedyś pomógł i spodziewa się dowodów wdzięczności, i faktycznie wieczorem nieznani osobnicy przynoszą margarynę, chleb, kiełbasę i papierosy. Witek jako muzyk chętnie zagrałby na fortepianie, a ten znajduje się w bloku, w którym mieści się biblioteka dostępna tylko dla Niemców, muzeum i puff.

Puff to inaczej dom publiczny. W oknach widać kobiece głowy i mleczne ramiona wynurzające się spod różnokolorowych szlafroczków. Dziewczęta z domu publicznego autor nazywa Juliami, a ich adoratorów - Romeami - tych jest znacznie więcej niż dziewcząt. Opiekuje się nimi potężna kobieta o obfitym biuście - Madame. Do puffu w pierwszej kolejności wstęp mają uprzywilejowani - prominenci lagrowi (pełniący funkcje nadzorcze np. starszy obozu, kapo, lekarz obozowy), skorzystanie z usług dam jest niejako przywilejem - nagrodą za wydajną pracę. By się tam dostać, należy mieć specjalne pozwolenie z kancelarii - przepustkę. Panie traktowane są przez swoich adoratorów wyjątkowo, niektóre nawet słyszą miłosne wyznania i deklaracje wspólnego życia po wojnie. Jednym ze stałych klientów domu publicznego był sanitariusz z bloku Tadka. To na podstawie jego opowieści, autor dowiedział się więcej na temat obozowego przybytku rozkoszy, bo choć sam należał do uprzywilejowanych, nie składał wizyt w puffie. Na drzwiach pokoi, w których damy przyjmowały mężczyzn znajdowały się pewne instrukcje: „że takich a takich zdrożności uskuteczniać nie wolno, bo bunkier, że dozwolone tylko to a to (szczegółowy wykaz) i tylko na tyle a tyle minut (...)". Zdarzało się, że nagodzeni za wzorową pracę więźniowie nie przychodzili, ale zawsze był ktoś chętny na ich miejsce, niektórzy zwyczajnie podawali się za nieobecne osoby, kwitł również handel przepustkami. Mężczyzn, zanim przekroczyli próg pokoju, w którym czekała na nich wybranka, poddawano zabiegom higienicznym - dezynfekcji, lecz nie zapobiegło to zarazie, która pewnego dnia wybuchła w puffie. Przybytek rozkoszy zamknięto, a osoby w ostatnim czasie nawiedzające puff poddano kuracji, jednak „wykurowano nie tych, co trzeba", zwłaszcza, że handlowano przepustkami lub dokonywano zamianek i trudno było ustalić, kto dokładnie jest chory.

W innej części obozu mieścił się blok dziesiąty - w tym również przebywały kobiety, specjalnie izolowane od otoczenia, a poddawano je eksperymentom medycznym, np. sztucznemu zapłodnieniu Dla niektórych śmiałków nawet kraty i deski nie stanowiły przeszkody, by dostać się do kobiet i co niektórą „zgoła niesztucznie zapłodnić." Tadek nie uważał takich „bohaterów" za osobników zboczonych, zwyczajnie kierowała nimi naturalna potrzeba.

„Cały obóz, jak się naje i wyśpi, mówi o kobietach, cały obóz marzy o kobietach, cały obóz dobiera się do nich. (...) W obozie rośnie psychoza kobiety."

Zdarza się, że esesmani przyłapują niektórych w sytuacjach intymnych, lecz nie jest to żaden wstyd, „po prostu nie mieli szczęścia".

W zakończeniu narrator wspomina ulicę Skaryszewską, a następnie powraca myślami do Marii, do chwil, które z nią przeżył oraz jak ją zapamiętał.



Chcesz być na bieżąco? Dodaj swój adres e-mail do newslettera!

Wpisz adres E-mail: